sobota, 21 czerwca 2008

przepraszam, pan do kogo?

Na wczorajszym zakonczeniu roku szkolnego spotkalam T., jej bylego meza oraz ich aktualnego syna.

Aktualnego, poniewaz rozni sie on zasadniczo od syna, ktorego znalam, obecnie zdezaktualizowanego.

Ich syn byl bowiem do niedawna malym chlopczykiem z blond czuprynka.

W dniu wczorajszym wystapil w nowej odslonie.

Okazal sie byc, owszem blond, dragalem mowiacym basem.


JA WIEDZIALAM, ZE TAK BEDZIE!


Ale nie podejrzewalam ze to sie dzieje tak szybko!


Czlowiek rodzi dzieciatko, polozna mowi: synus!

Cudownie!

I teraz czekaja nas dluuugie lata pelne urokow macierzynstwa, kiedy slodkie malenstwo pozostanie slodkim malenstwem a my bedziemy mu kupowac rozkoszne ubranka z bobem budowniczym na 92 cm.


A tu co sie okazuje?


Wtem! 

Bachor ma pol roku i potrafi obslugiwac pilota od telewizora.

Nagle!

Posadzony po raz ABSOLUTNIE PIERWSZY przed komputerem grzmoci w klawisze wpatrzony w ekran.

Po roku ma metr wzrostu

Po dwoch poltora

Po trzech dwa, ale ciagle nie wybiera sie do pracy


Ja sie boje!

Ja nie jestem przygotowana na fakt, ze w MOIM domu mieszkaja ogromni faceci, rozrzucaja kwadryliony skarpet, maja OWLOSIONE twarze

i wszystkim smierdza nogi.


A ile to sie trzeba nagotowac! A JA NIENAWIDZE GOTOWAC!

Trzeba bedzie kupic wielkie sagany na grochowke i megapatelnie na kotlety mielone wielkosci kul armatnich aby Gargantua i jego mlodszy brat Pantagruel nie chodzili glodni.


Chyba nie jestem pogodzona z soba i ze swiatem.


Poki co jednak przyszedl tu do mnie malusienki ludzik w galotkach w paski z gilem wiszacym na metr. 

Cuuudny. 

Na pachnacych stopkach.




O tamtych pomysle jutro.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza