niedziela, 26 października 2008

najdluzszy dzien w roku

Siedze w domu z moim uroczym potomstwem.
Potomstwo ma katar, rozwolnienie, kaszel i goraczke.


Potomstwo nienawidzi siedzenia w domu. Wychodzi z zalozenia, ze w domu ludzie umieraja.
Z nudow.
I jak wychodzi tak czyni.


Wyje, rozsypuje cukier, siedzi w kupie po pachy, ujada, nie je, nie pije chodzi i bije.
Wymyslilo sobie, ze jak cos nie idzie po jego mysli, to dobrze jest komus lutnac.
Dla relaksu.
Wiec mu tlumacze, ze nie wolno, ze tak jest nieelegancko, i ze raczka mu uschnie.
A ono mnie na to prask!


Ach, te nowomodne metody wychowawcze!
Ciekawe, czy gdyby mu po bozemu rozeczka przysiec, mialoby sile oddac.


I ryczy, ryczy, ryczy, ryczy, ryczy.


Jestem zlana zimnym potem od tego ryczenia.


Teraz ma przerwe regeneracyjna.
Siedzi 13 cm od telewizora i napromieniowuje sie sila do dalszego wrzasku.
Jednoczesnie od programu telewizyjnego zmienia mu sie struktura mozgu.
Na gorsze.
Ale nie odsuwam, nie dotykam bo od dwoch minut nie ryczy.


Boze, niech mnie ktos ratuje!
Nadchodzi pol roku nocy polarnej.
Co ja zrobie? Gdzie sie przed nimi ukryje?


Nie wierze w blogi, w ktorych mamusie pisza cieple slowa o swoich uroczych malenstwach.
Na pewno je przypalaja papierosami a te czulostkowe historyjki wymyslaja, zeby zapudrowac moralnego kaca.


Doszlo juz dzis nawet do sytuacji ekstremalnej: malowalismy farbami plakatowymi najpierw kartki, potem gazete, potem stol i w koncu podloge.
Jak pojawily sie proby malowania scian oraz mebli tapicerowanych, raptem skonczylismy malowac a zaczelismy wyc.


Nie wiem jak wy, ale my jutro idziemy na calodzienny spacer.
Zalozymy cieple skafandry i pojdziemy do lasu rozszarpywac dziki na strzepy.
Wypruwac flaki z sarenek.
Rozdeptywac jeze.
Wyrywac ogonki wiewiorkom.


Byle do wiosny.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza