środa, 11 lutego 2009

ała

Udało mi się nie zwariować (o tyle o ile) ale mam zbombardowany mózg.
W trakcie tyraliery zdałam sobie sprawę, że niekorzystnie rozplanowałam macierzyństwo.
Ledwo duże dziecko wyrosło z upierdliwości, płynnie na tym stanowisku uplasowało się małe.


Z drugiej strony nie chcę wiedzieć jak to jest, kiedy ujada symultanicznie dwójka drobiazgu nie w sosie.
Powyżej tej liczby moja wyobraźnia przestaje działać.


Tak jak z kosmosem. Że niby nie ma końca.
Nie wiem i nie chcę wiedzieć.



Balladyna utrzymuje, że w holistycznych zagranicznych klinikach homeopatycznych zalecają w upierdliwego bachora rzucać butem.
Że była, rzucała i teraz jej dziecko samo się myje (oczy).
But ma być trochę miękki a trochę twardy. Żeby dokuczyć, ale nie zabić.
Taki pluszowy pantofelek z pomponikiem, ale z tyłu solidny obcasik.


Lecę do obuwniczego.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza