czwartek, 19 marca 2009

RENAMENT

Uwaga: czendżys.
Obecnie będzie tu rozpierdziucha oraz nieład, ponieważ moja znajomość hateemela równa się minus jeden, ale się nie poddaję.


Ha! Już jest fajnie!
Wypierdzieliło mi w kosmos statystki.
Żegnajcie na zawsze niezrównane w swym absurdzie sekwencje wyszukiwanych ciągów znaków.
Lepsze jest wrogiem dobrego.


I tagi wylazły, nieproszone.
Tagi, dodam, ćwiczebne.


A to dopiero początek.





Zasadniczo po całym dniu bezowocnej walki z hateemelem, moim osobistym wrogiem, którego, wiem to na pewno, nienawidzę, straciwszy wzrok i całą dniówkę na zakładzie bez pudelka, wróciłam, mam wrażenie do punktu wyjścia.
Jest jak było, tylko nieco jakby gorzej.


Lowely, kurwa. Dawno nie mialam tak dojmującego poczucia straty czasu
Chyba tylko przy okazji ostatniej próby grzebania w blogu.


Co za podlec, zgnilec, htmlec. Ale ja go jeszcze złamię.
Odgryze mu łeb.
Popamięta mnie on i te zdziry ze spółdzielni mieszkaniowej.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza