piątek, 25 września 2009

terapia indywidualna

Czy jesteś w ciąży? Sprawdź bez wychodzenia z domu.


Co mi tam, pomyślałam sobie, skoro bez wychodzenia z domu, to sprawdzę. A nuż tu sobie siedzę i jestem, a nie wiem. Lepiej się upewnić, niż za dziewięć miesięcy dać się zaskoczyć, nie?


Już pierwsze pytanie „teściku ciążowego”, przyjemnie mnie zagięło:



Chcesz dowiedzieć się czy jesteś w ciąży?


Nie, chcę kupić krawat męski, psia kostka. Oczywiście, że usilnie pragnę dowiedzieć się, czy jestem w ciąży!



Brawo ! Odważna decyzja!


Nooo, to struchlałam. Skoro chęć dowiedzenie się o fakcie bycia w ciąży jest aktem wielkiej odwagi, to czy niechęć przyjęcia tego do wiadomości jest przejawem podłego tchórzostwa? Niecną próbą uchylenia się od ciąży poprzez rozmyślny brak wiedzy o w niej byciu ?



Czy zauważyłaś zmiany w gruczołach piersiowych?


Hm, hm. Ale, że co? Konkretnie o jakie zmiany chodzić może? Generalnie gruczoły uległy pewnym zmianom w następstwie czasu, ale – sama nie wiem. Gruczoły jako takie zresztą nie są widoczne gołym okiem, zatem się waham. To jestem w tej ciąży, czy nie?



Czy masz od pewnego czasu podwyższoną temperaturę ciała (ponad 37 stopni celsjusza)


Nie wiem, od pewnego czasu nie mierzyłam. Ale mam kaszel, może być?



Czy zauważyłaś pojawiające się rozstępy ?


Szczerze? Tu i ówdzie zauważyłam. Czy takie sprzed lat dziesięciu się liczą?


Czy miewasz ostatnio nudności lub wymioty…


Skutkiem rozwiązywania teściku byłam już naprawdę bliska bycia w ciąży, gdy wtem, na samym końcu, w momencie szczytowania, rzec by można, okazało się, że muszę wysłać SMS z kodem na numer. Wiadomość ta podziałała na mnie jak brom, z jasnego nieba.
Wobec powyższego nie wiem, czy jestem w ciąży, i, co gorsza, nigdy się nie dowiem.


Poza tym nic się nie dzieje. Tylko kara musi być, więc w zamian za (fry)wolną środę miałam kaszlowy czwartek i smarkowy piątek.


Terapia powyższych schorzeń przebiega z użyciem gwałtu, nie czarujmy się. Pacjent jak się uprze – to nie. Zatem zachodzi potrzeba rozwiązań siłowych.


Wyróżniamy dwa typy gwałtu: gwałt indywidualny i zbiorowy.


Gwałt zbiorowy jest wtedy, gdy część osób trzyma za rączki, część za nóżki, a pozostali (przy życiu) wlewają medykamenty.


Gwałt indywidualny jest wtedy, gdy jestem sama w domu i nie ma kto przytrzymać ofiary.
Pacjent (ang. patient – CIERPLIWY) nie daje się nijak przekonać po dobroci, jest nieprzekupny i głuchy na argumenty za dobrowolnym przyjęciem łyżeczki syropu.


Wówczas robimy tak: Przygotowujemy sobie strzykawę ze starannie odmierzoną ilością mililitrów leku pod postacią syropu, plus mililitry przeznaczone na stłuczki, czyli na wściekłe wyplucie.
Następnie zatrzaskujemy ofiarę z żelaznym uścisku siadając jej na klacie tak, aby rączki nie machały i nóżki nie kopały, a całość nie mogła się obracać twarzą do materaca. Dalej: zatykamy nos, dzięki czemu otwierają się usta, do których wlewamy pod ciśnieniem zawartość strzykawy. Pozbawiony dopływu tlenu pacjent, połyka część leku. Wówczas puszczamy nozdrza i zeskakujemy na podłogę. Uciekamy, zwinnie uchylając się przed bryzgiem syropu z części przeznaczonej uprzednio na straty.
Następnie przepraszamy, całujemy, myjemy buzię i wręczamy cukierka. Wracamy po czterech godzinach.


Ciekawi mnie wszakże, czy pacjent da się złamać. Na razie walczy dzielnie.
Ale nie takich my łamali!
Poprzednie dziecko my tak wytresowali, że teraz bez mrugnięcia powieką wszystko łyka.
Nawet tran o smaku kutra rybackiego. Z łyżki. Dużej.
Niedobrze mi, jak o tym piszę.


Ha! Mam mdłości!
Coś jednak jest na rzeczy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza