piątek, 2 października 2009

jesień

Bunio jest JASNY.
Krystaliczny, przejrzysty, słodki


Muszę szybko odnotować, zanim jego blask przygaśnie, stłamszony cynizmem, konformizmem, znaniem się na życiu.
Nim go zatruję swoim czarnowidztwem, nim go brat sprowadzi na ziemię.
Brat już zakumał, co jest czym czego, jego niewinność wchodzi w wiek schyłkowy.
Na pytanie „gdzie?” odpowiada bezbłędnie „w aucie”.


Chcę być Buniem.



Wszystkim, którzy, jak ja, pragną Być Jak Buniozyl, proponuję krótki kurs języka buniozylowego.



piciuwoda – piciuwoda
z czego śmieszysz się?
jajko dopodziankę
kukola – kokakola
idziesz sami? – idziesz ze mną?
a co to robiom pany?
fantazja – fontanna
zagoi się, dobra?


Ale jujiciek, fajny jujiciek, jawda?



Wszystkim chcącym Być Jak Buniozyl należy sie jednak pierwsze ostrzeżenie.


Buniozyle są uparte i czasami płacą za to najwyższą, w buniozyloskali, cenę.
Potrafią, weźmy, kopnąć nogą w zupę, negując jej podaż.
A ogólnie wiadomo, że jak duży nie wie co powiedzieć, to bije.
Zwłaszcza ten oblany od stóp do głów pomidorową z makaronem
nie wie, co powiedzieć.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza