wtorek, 24 listopada 2009

pełnia?

Nie ogarniam, nie ogarniam.


Bolą mnie włosy.
I głowa.
Wiem na pewno, po kim nie umiem żyć.
Czuję się nisko, jak Kozidrak Beata.
Nie ogarniam, nie zdanżam.
Niby jestem transporterem opancerzonym, a sama sie dziwię, jak niezmiernie łatwo mnie zbić z tropu pantałyku.
Odessać bez użycia ssawki, werbalnie, bezdotykowo.
Przydepnąć mi rąbek spódnicy. Zagasić mi peta w domniemanym deserze.


Cha! Cha! Dżem i suchary! Weź sie nie wygłupiaj!
Prawdziwe desery są u nas w Londyn-Paryż-Rzym. A nie, powiedzmy sobie szczerze, tu, o!
Przyjedź, wpadnij. Co prawda wyjeżdżamy.
Popilnujesz nam butów w przedpokoju.


Pozbawić snu, przemeblować, poprzestawiać, zgasić.
Posadzić na dupie, powiedzieć: siedź.


Siedze.


Nie wiem co dalej.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza