środa, 20 stycznia 2010

malaga, tiki-taki i kasztanki


Jak się przewróciłem, to mi się wątroba przytrzasnęła – wyznał z nienacka Aramaj – Normalnie, między miednicą a żebrami.


Najbardziej lubię, kiedy Buniozyl pędzi przez przedpokój z rozwianym włosem i mieczem w ręku, wykrzykując tubalnym głosem na wzór żołnierzy radzieckich:


- Ogniaaaaa!



Myślę, że oto przekroczyłam w swoim życiu jakąś niezwykłą cezurę.







Otóż dzisiaj obejrzałam z własnej nieprzymuszonej woli, cały, od początku do końca, film Ingmara Bergmana.


I mi się podobał. Co niechybnie oznacza, że jestem STARA.





Choć jeszcze niezupełnie, bo nie do końca wiem, o co chodziło.







Kiedy byłam MŁODA, filmy Bergmana zabijały mnie na miejscu.


A tu proszę.













Mariola Bojarska-Ferenc radzi w telewizji, aby rozrysować sobie w formie strzałek sfery swojego życia, a następnie przyjrzeć się, którą z nich zaniedbaliśmy najbardziej: ciało, kuchnię, intelekt, a może relacje z innymi?






A co, jeżeli wszystkie?


Co, bo nie wiem co?






To pytanie postawiłam ja, zapychając swoje niewygimnastykowane ciało pobieżną kanapką z białego pieczywa omaszczoną złym cholesterolem, w poczuciu wyjałowienia intelektualnego, samotnie.






Jarząbek Wacław.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza