poniedziałek, 18 stycznia 2010

nie tup, kotku, nie tup

Następnie kara musi być.


Wszystkim ewentualnie zielonym z zazdrości matkom karmiącym spieszę donieść, że nieuchronność kary jest nieuchronna.
Zatem wyrok wykonano. Nazajutrz. Siódma trzydzieści. Zapadła się zapadnia, spadł topór, a pętla zacisnęła się na szyi skazanej na krzesło elektryczne.


Zatrzasnęły się poły żelaznej dziewicy. Na skroniach zwłaszcza.


Cieszy mnie w tym nieszczęściu jedynie, że mam niezwykle empatyczne dziecko: było tak marudne jakby ono także miało kaca. Prawda, że to miłe?


Oraz kojąco muzykowało.


W ogóle winko za dziesięć z lidla jest trujące. K. rzygała na niebiesko jeszcze w trakcie, H. zaraz po, za to na oczach zatroskanych dziatek. Ja przewalczyłam, no, ale ja mam za sobą lata praktyki. Jestem zaszczepiona.


Tamto za sześć, conde noble cierpkie ziemiste, było fajniejsze z wielu względów.


Niestety, już nie prowadzą.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza