piątek, 22 stycznia 2010

na napis „brak masła”

Te lodowe mitochondria, którymi obrośnięty jest co rano samochód od spodu mnie wykończą. Dziś jechałam do pracy w przekonaniu, że oto odpada mi układ wydechowy lub korbowód (what, the fuck, is korbowód?), w najlepszym razie koło.
Na dziesiatym kilometrze chroboty i grzechotania umilkły.


Czyli jednak nie korbowód.


Natomiast ogrzewanie pojazdu pozostawia wiele do życzenia. Może to ono odpadło? Odmroziłam sobie skutkiem tego palec serdeczny lewej ręki – muszę go obecnie trzymać stale w ciepłym miejscu.


A tymczasem na całej połaci śnieg, oraz na środku salonu. Duży bachor przychodzi ze szkoły i jeb ośnieżonymi buciorami, gdzie rozpuszczają się w malowniczą, szaroburą kałużę. Zmęczony jest. Życie go męczy. Nauka.
Kiedy pomyślę, że to dopiero początek nastoletnich stanów zmęczenia mam ochotę wybiec w ośnieżony step i nie wracać dziesięć lat.


Patataj.
Patataj.
Patataj.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza