czwartek, 17 lutego 2011

mrug, mrug

Trochę nam się język omsknął na napletek, ale to nie szkodzi.


Przeciwnie, to bardzo świetnie, bo mi w głowie pojaśniało i teraz dopiero wiem co to takiego ten napletek i czemu służy.
Otóż jest on niezwykle istotną częścią ciała, czymś jak powieka. Teraz rozumiem, skąd przywiązanie do napletka: czy ktokolwiek chciałby żyć bez powieki? Nie znam. Ale sztucznych rzęs nie kupujmy dla swych mężczyzn na walentynki, tu nie o to chodzi.


Jeśli ktoś chciałby powalczyć z demonem stulejki kołaczącym mu się po domu, to raz jeszcze zapraszam do obejrzenia wykładu. Pan doktor gada po lewej, a po prawej są tablice. Są zdjęcia, tych, wiecie, męskich organów rozrodczych, więc warto ;)
Obśmiałam się jak norka, a przy tym zobaczyłam ŚWIATŁO. Czyli przyjemne z pożytecznym.
Przedtem byłam zaszczuta, bo intuicja podpowiadała mi: „Nie majstruj, widzisz co narobiłaś jeżeli idzie o język?”
A panie (zwłaszcza panie, ciekawostka przyrodnicza) doktorki krzywiły się szpetnie i kazały koniecznie ingerować, dłubać, tarmosić, naciągać.
Zajrzałam już nawet na forum o wdzięcznej nazwie „penis”. Tam chłopaki pouczają się wzajemnie, jak walczyć z tą przypadłością. I, jak się okazuje, w większości robią to żle, źle i niedobrze. I okropnie się przy tem krzywdzą. Ale trudno. Widać panbóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.


Jednak stulejka fizjologiczna nie jest najstraszniejszą przypadłością, na jaką możemy sobie pozwolić.
Najgorzej jest mieć przełamane dziecko.
Ktoś miał?


P.S.
Wszystkiego najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Kota.
Laurka:



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza