Skasowalam sobie notke przez roztargnienie i obecnie jestem obrazona.
poniedziałek, 10 marca 2008
piątek, 7 marca 2008
na miekkim kamieniu
Z racji aliena w glowie mialam caly dzien przelezec w lozku.
Matka w lozku.
Oksymoron.
Ponadto okazalo sie nagle, ze Kot ma dzisiaj urodziny.
On tak zawsze: jak ja jestem chora to on od razu jest bardziej. A jak sie nie da bardziej, to prosze bardzo: urodziny.
I teraz nie wiem co dalej.
Kwiaty? Tort? Szwedzki stol? Prezenty? Oklaski.
Jak mozna przez rok nie wspomniec, ze sie bedzie mialo urodziny?
Jutro kolejne spotkanie klasowe. Tym razem szkola podstawowa.
Nie ukrywam, ze moze byc bardzo egzotycznie.
Jestem co prawda za sprawa alienow glucha na lewe ucho ale moze to i lepiej.
Nauczona doswiadczeniem utne dywagacje o zonie przy uzyciu wymowki: sory, ale mam w glowie aliena i on polyka to co mowisz.
Bedzie bardzo ekstarwagancko.
Albo w ogole napcham sobie do uszu waty z kamfora i niech sie wala.
Facetom zamierzam mowic, ze mam swierzb i jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
A w dodatku najprawdopodobniej bedzie kolega Maj.
Ide poszukac u Aramaja jakiejs spluwy.
Jezeli bedzie niefajnie, to sie z niej zastrzele.
I juz.
środa, 5 marca 2008
łan łej tiket tu de muuun
Siedzimy i machamy poprawe 9 (slownie: dziewięciu) bledow ortograficznych w 1 (slownie: jednym) dyktandzie.
Alez piekna bombe otrzymal Aramaj!
Piekna i calkowicie zasluzona. Nic dodac nic ujac.
========
Paczka od H. dotarla.
Zawierala jeden smalec wegetarianski, kilka par nieduzego obuwia i stoczterdziescidziewiec par bodziszow.
Teraz moge smialo zakladac zlobek a milusinscy moga bez skrepowania lac do gaci.
Dla wszystkich starczy suchych desusow.
Jadac po przesylke napotkalam offroad.
Wlasciwie to zawsze tam byl.
A teraz dla niepoznaki go nie ma, nie ma, nie ma, czujnosc uspiona, a tu nagle: tadam! – koniec drogi.
A nawet jakby swiata.
Za to poczatek wyprawy na Marsa. Calkiem za darmo (nie liczac wygietych w chinskie osiem kolek)
Marsa zwiedzamy bez pospiechu.
Mowi nam o tym ograniczenie PREDKOSCI do 20 km/h.
Po lewo, prosze wycieczki, koparka, dzwig, jezioro, koparka, dziura, przepasc, nasyp, kanion, lej po bombie, rzeka, wodospad.
Tu korek – przepraszamy za utrudnienia - i czas na refleksje: prosmy swietego krzysztofa, zeby nam sie samochod zlamal.
Zielone.
Usmiechniety pan w ubloconej po pachy kamizelce pokazuje na migi: tedy prosze, po chodniku bo tam nie ma dnaaa.
Teraz Bunio w tych butach tez lubi smigac po kaluzach.
========
Znacie te historie jak facet uciekajac przed psami schronil sie na drzewie?
Ale mial pecha, bo na tym drzewie bylo jeszcze wiecej psow.
Zupelnie jak z ta poprawa.
Trzymaaajcie mnieeeeeee
wtorek, 4 marca 2008
Achtung: zdrapywacz skor!
A teraaaaz, prosze panstwaaaa…
Demon seksu to jaaa!
Nie no dobra, zartowalam. To moj stary!
Okej, okej. To nie on.
Demonem seksu okazal sie byc tym razem kolega Wontpierz (imie robocze).
Poprzednim bowiem razem, na balu lat temu 6 i pol dyzurnym demonem
seksu byla kolezanka Owska przyjaciolka Omskiej. Rzucala sie z rozwarta
paszcza na jedynego cudzego meza obecnego na imprezie. Cudzy maz w
panice biegal za swoja wlasna zona i pytal: co ja mam robic? Zona
(zolza, of kors) odpowiadala na to: nie wiem, jestes dorosly, korzystaj.
Chyba nie skorzystal lecz niesmak pozostal.
Owska to ta od laski jak
zloto i choc powloke cielesna posiada ona faktycznie nie od rzeczy to
zdumiewajacym pozostaje sposob w jaki porusza ona owa osoba. Aby to
wytlumaczyc nalezy uprzednio rozczlonkowac (w myslach!) cialo Owskiej
na poszczegolne segmenty. I tak najpierw glowa, ciecie, tulow do pasa, ciecie,
tulow od pasa, ciecie, nozka do kolanka, ciecie, nozka do kostki, ciecie, stopa. I teraz
przypominamy sobie z dziecinstwa zabawke odpustowa typu trzesacy
krokodyl. I na takiej wlasnie zasadzie trzesacego krokodyla porusza sie
kol. Owska. W tancu tez.
No, ale zostawmy kol. Owska. Kolezanki Omskiej w ogole nie tykajmy aby nie poruszac czulej struny w sercu H.
Wrocmy do demona seksu.
Demon seksu A.D. 2008 na poprzednim balu chyba sie nie pojawil. Albo
byl jeszcze wowczas demonem w stadium larwalnym i mi umknal. Nie
wiadomo.
Tym razem jednak pojawil sie jako osobnik zdumiewajaco dojrzaly. Chodzil, chodzil oczkiem blyskal, panie emablowal.
Do mnie mowi: „Znowu jestes bez stanika?” Czym zdumial mnie stokrotnie
gdyz nie przypominam sobie o jakie „znowu” mu moglo chodzic. Poza tym
przeciez mialam stanik, ktory moj maz osobiscie przypilnowal abym
miala. Wiec jak to? Do dzis sie nad tym glowie, wiec mozna
przyjac, ze ryba polknela haczyk.
I tak plynela godzina za godzina, kolega Wontpierz, coraz bardziej
smialy i zarozowiony od alkoholi, plasal posrod pan i prawil im
wyszukane komplementy. W trakcie zdejmowanie grupowego zdjecia stanal
za mna i pochyliwszy sie szepnal aksamitnie, ze moje plecy nic sie nie
zmienily i nadal sa tak piekne jak byly.
Gdzie on, kurde, widzial moje plecy??? Dawac mi tu hipnotyzera!
Nie no, dobra, powiedzmy, ze na wf. Bardzo mozliwe, ze to wtedy bylam
bez stanika. Nawet bez cyckow wtedy bylam bo nie mialam. Tego mi
szczesliwie nie wypomnial.
Zatem jak wspomnialam plynela godzina za godzina i wreszcie doszlo do
tancow. Niestety. Tance to zawsze dosc trudna materia. Ale
najtrudniejsza okazala sie ona byc w parze z kolega Wontpierzem wlasnie.
Taniec z nim polegal na stosowaniu nieustajacych blokow karate.
Czy sa
na sali wielbiciele Brusa Li? No, to wszyscy wiemy o co chodzi.
Caly
czas trwania tanca trzeba bylo stosowac wymyslne chwyty aby wyjac reke
kolegi Wontpierza zza swojego dekoltu/paska/z gaci. Taniec byl
nieustajaca walka o zachowanie resztek cnoty gdyz demon ocieral sie
lubieznie i usilowal calowac, gryzc, wysysac krew? Nie wiem bo resztka sil udalo mi
sie nie dopuscic do zblizenia. Jezusie nazarejski! Do jakiej on szkoly
uwodzenia chodzil! Sadzilam, ze takim temperamentem charakteryzuja sie
wylacznie napaleni pietnastolatkowie. Matko jedyno, alez sie chlopak
zapoznil!
Ale, jak to mowia, lepiej pozno niz wcale. Niemniej
zastanawiam sie, czy nie przezyl on przypadkiem jakiejs traumatycznej
inicjacji i zadzialalo prawo pierwszych polaczen.
Jestem pewna, ze
dotychczas umawial sie na randki z gorylami.
I teraz one nie dzwonia i nie pisza.
anoreksja-hate-love
Skonstatowalam z dzika rozkosza, ze oto spodnie wisza mi na dupie i marszcza sie na wszystkie mozliwe sposoby.
Tak, to sa chwile dla ktorych warto zlapac takiego wrednego wirusa i mu sie oddac we wladanie. Chodze teraz i sie macam po koscistych wystepach na moim ciele, ktorych od dawna nie bylo a tak za nimi tesknilam. Ba! Nawet wyciagnelam z czelusci mlodziencze dzinsy, wdzialam i swobodnie w nich… usiadlam.
Noooo
Zeby nie zaprzepascic dokonan zjadlam wczoraj na kolacje dwie mandarynki, a wlasciwie poltorej jesli wziac pod uwage ilosc wbudowanych pestek.
Tak, tak, z jednej strony krwiozercze wirusiszcza a z drugiej nikt mnie nie rozpieszcza kulinarnie. Zwlaszcza tesciowa, ktora swoje marchwice przywiezione w sloikach do sloikow zlewa i wywozi. Gdyby to bylo jadalne to byloby mi przykro. Jako ze nie jest, to jestem nawet wdzieczna, ze nie musze uniedobrzonych darow bozych wylewac do klozetu.
Jak ta kobieta mnie nienawidzi! Az milo popatrzec. Powinna wyjsc za maz za kolege Maja. Splodziliby Adolfa Hitlera, ktory by mnie eksterminowal w specjalnie zaprojektowanym Majdanku.
Wiecie jaki mam horoskop poetycki?
„Beda ciebie w mnogim tlumie
Ci potepiac, ci wynosic
Jeden znajdzie, kto zrozumie.
Jeden tylko?
To i dosyc”
Juz tak mam, ze mnie sobie nienawidza. Albo lubia, mam nadzieje, czasami.
Lubicie mnie? Cooo?
poniedziałek, 3 marca 2008
Bal w odcinkach czesc pierwsza
Czas rozprawic sie z demonami przeszlosci.
Demony – padnij!
Tak. No to byl bal. Niestety. Dawno nic mnie tak nie zmeczylo jak ow bal. Jedyna jego jasna strona bylo to, ze z jego okazji wymalowalam sobie usta i pazury i bylo tak jakos odswietnie. Inna sprawa, czy to sie podobalo osobom postronnym. H zapytala po co sie robie na taka jedze. Odpowiadam z wyzszoscia: nie znasz sie.
Jak nas, czyli mnie i Tabaze z superprofesjonalnym smoked eye, zobaczyl nasz wychowawca to mu sie prosto z serca wyrwalo: ooo, dziewczyny, ale fantastycznie wygladacie!!!
No, ale on pewnie lubi jedze.
(W ogole poszukujac ostatnio prezentu urodzinowego w empiku znalazlam pozycje zatytulowana ‘dlaczego faceci lubia jedze’ czy tak jakos. I teraz juz wiadomo, ze ze wzgledu na karminowe pazury).
Bilans wyglada tak jakos, ze 80 podobno procent zwiazkow malzenskich uleglo mniej lub bardziej formalnemu rozpadowi, panowie zapuscili obszerne bandziochy, panie z drobnymi wyjatkami trzymaja fason lub sa tak samo brzydkie jak byly czyli uroczy constans.
Reasumujac chlopaki spuchly i wylinialy, dziewczeta dopiero zaczna.
Przysiadajacy sie panowie snuli po spozyciu standardowe opowiesci jak to zona ich nie rozumie.
Panie zastanawialy sie co mowia ich mezowie gdy przysiadaja sie do swych kolezanek na temupodobnych spotkaniach towarzyskich.
Zarcie bylo podle, wnetrza przasno-barchanowe, kolega Maj mnie napastowal. O winie nie wspomne.
Nie mam weny. Wychodzi na to, ze mi sie nie podobalo.
A przeciez za 120 zyla musialo byc fajnie, nie?
Wroce do tej sprawy.
Bedzie o demonie seksu wiec trzymajcie reke na pulsie.
sobota, 1 marca 2008
Love is in the air
Jesli jestem tym co jem to dziendobry nazywam sie Ibuprom Zatoki.
Przezywszy najstraszniejszy tydzień w swoim zyciu moge teraz prowadzic w tv program survivalowy pt.
„jak przetrwac febre gdy bachory pelzaja po matczynym zezwloku kaszlac i rzygajac na wyscigi”
To bylo coś takiego, czego nikomu nie zycze.
Nie no, dobra, zycze ale bez nazwisk prosze.
Zatem w niedziele zapadlam i tak trwalam w stanie rozpadu na poszczegolne granulki sklejona na pot dni rowno piec.
Nie bede sie wdawac w szczegoly, dosc powiedziec, ze stary ujechal ratowac swiat a mnie zostawil zebym sobie sczezla. Tyle fajnych dup w naszej-klasie, ze doprawdy nie ma co sie rozmieniac na drobne.
I tu oredzie: ja nie chce cie straszyc, ukochany, ale co mnie nie zabilo to mnie wzmocnilo, i teraz jestem tak, najdrozszy, należycie wzmocniona, ze jak cie, kurwa, zobacze, to cie udusze jedna reka!!!