środa, 24 marca 2010

omnipotencja

Ruszyła salonowa podpanelowa produkcja owadów.


Pierwsze oznaki wiosennego ożywienia spostrzegł Buniozyl, jako ten, który ma najbliższy kontakt z podłogą.


- Mama! Mama! Widziałem pajencyny u nas! Mogom być?

Pajencyny? – myślę sobie – U nas?  N i e m o ż l i w e ! – I biegnę zobaczyć, co poeta miał na myśli. I widzę: mrówki.


Buniozyl wychowywany jest w duchu poszanowania dla żywego stworzenia, pyta więc z nabożeństwem pochylając się troskliwie nad rozbieganą trzódką:

- Mogę je pogłascyć? 

Włala.

- Ooo, jedna mi tu jest! Jaka łaaadnaaa –  wzdycha spoglądając w zachwycie na swoją dłoń po której żwawo spaceruje owad.

Bardzo piękna, kochanie (odwróć się tylko, a ukręcę tej zdzirze jej mikronowy łeb).


Cóż, nie podzielam Buniozylowego zachwytu mrówczym królestwem pod panelem. Zastanawiam się, jak co roku, czy już je mogę zacząć truć bez szkody dla domowników, gdyż nie lubię konkurencji w kuchni. Tam niepodzielnie króluję JA! I palmy nie oddam.


Poza zamiłowaniem do rozmaitych stworzonek nęka Buniozyla lęk przed potworami. Potwory, jak to potwory, mogą się czaić wszędzie. Niektóre ulokowały się w nieoświetlonej łazience, inne pod fotelem w samochodzie.


To tam, gdzie leży autko.


- Daj mi je! - woła Buniozyl – Daj mi je sybko, bo tam jest potwór!

- W moim samochodzie - oświadczam z naciskiem - ja rządzę i nie ma tu żadnych potworów.


- Bo ty walcys z potworami?


W zasadzie bez przerwy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza