piątek, 28 sierpnia 2015

pan tera mje liźnie

To było dziwne lato.

Ostatni czas pokazał jak bardzo nie znam się na ludziach, jak niewłaściwie ich oceniam, jak duży kredyt zaufania im daję. Za duży. Piszę w głowie na ich temat nieistniejące charakterystyki. Nabieram się na choreografię, kostiumy i rekwizyty. Niesłusznie.

I jak nieasertywna jestem, jak podatna na wampiryzm energetyczny. Jak pozwalam sobie wejść na głowę, a nawet do głowy. I że niewykształcony mam system wczesnego reagowania. Daję się najpierw omotać, a potem z mozołem przegryzam sieć. Oraz nie słucham swojej intuicji - to brzydko - bo choć organ to zapomniany i niedoceniany, to ze wszech miar pożyteczny.

Nie wiem, czy ta lekcja w wakacyjnej szkole życia czegoś mnie nauczy, ani czy bym tego chciała.

Chyba nie.

Może poza rozszczelnieniem energetycznym - widać jestem jeszcze nie dość ponura i niewystarczająco hermetyczna, niż potrzeba mi do przetrwania. Niby niefajnie jest być królową śniegu, ale czasem jest to kwestia co najmniej higieny psychicznej.

Trzeba się uszczelnić - w końcu idzie zima.

Tego lata dowiedziałam się także, że trzeba zaufać rzece - nie miotać się, nie walczyć z panterą*, nie młócić wiosełkiem po próżnicy - odpuścić, dać ponieść się nurtowi, a kajaczek - co prawda tyłem, ale i tak zawinie do przystani.


Niby jasne, ale i tak nie wiem, czy będę potrafiła przełożyć tę wiedzę na życie.

I, co najważniejsze, że trzeba oszczędzać rzekę. Bo krótka.


Czego sobie i Państwu życzę.




*"Bajka o panterze i mieliźnie" zacytowana w tytule posta.

wtorek, 7 lipca 2015

dziś są moje urodziny

Oddajmy głos Hannie Bakule:

RAK
Dwudziestego drugiego czerwca - na niebie Księżyc. Symbol smutku, melancholii i wycia, patronuje Rakowi, znakowi samobójców. Przykre, ale dziecko urodzone w tym znaku jest podejrzliwe i zdziczałe. Dręczy zwierzęta. Toczy obolałym wzrokiem po dziecinnym pokoju i robi na złość, z czego czerpie radość, objawiającą się w histerycznym szlochaniu. Z czasem ciężar wychowania spada na psychiatrę.


PANI RAK
Kobieta zupełnie bezwładna, czepiająca się szczypcami wszystkiego i wszystkich. Neurasteniczna histeryczka, nadpobudliwa kura domowa, stworzona jest wyłącznie do rodzenia dzieci i odkurzania barokowych mebli. Charakteru nie ma, a potrafi zatruć życie każdemu. Czasami posiada pewne nikle talenty artystyczne, których łapie się kurczowo. Nieszczęsna rodzina ogląda ją grającą ogony w teatrach lub wyjącą wbrew muzyce w drugorzędnych kabaretach, zwykle do późnej starości. Wiecznie zatroskana, miotająca się między kuchnią a salonem, jest prawdziwą zmorą mężczyzn, których łowi dość wcześnie, kiedy jeszcze jest szczupła. Jej agresja i podejrzliwość nie mają sobie równych. Z natury ponura i hermetyczna, nadrabia miną popadając w coraz większe stresy. Jej żelazne zasady kłócą się z wrodzoną niestałością. Jest krętaczką i erotomanką. Budzi się i zasypia z chandrą. Jeśli nie pije, to je. Czasem je i pije całymi dniami. Coraz bardziej ucieka w swarliwość i zrzędliwość. Niby upiorna Pani Twardowska przywiązuje się chorobliwie do partnera, który ma jedną szansę: uciec na Księżyc.


RAK - żona
Oziębła seksualnie i przeczulona na własnym punkcie. Jest niezwykle trudną partnerką dla mężczyzn o jakichkolwiek pozadomowych zainteresowaniach. Zakompleksiona i pamiętliwa całymi dniami rozpamiętuje wyimaginowane urazy, jakich doznaje od męża i dzieci. Wiecznie zabiegana, obłożona noworodkami i pieluchami, pogdakując jak kura, czeka aby spełnić swoje najwyższe posłannictwo - podać kolację. Gotując bez końca, po kryjomu obżera się sama i prędko ze ślicznej wrażliwej panienki zmienia się w niechlujną mamuśkę o smętnym spojrzeniu basseta.

sobota, 13 czerwca 2015

damą być, ach sesibą

Boże, jak ja nic o świcie nie wiem!

Jestem głupia, naiwna, nie sram psem (bo nie mam, kotem sram, ale nie upilnujesz), gaszę światło i segreguję śmieci, a jak nasyfię to zamietę. PO CO?

Bo tak - sąsiedzi z naprzeciwka jakieś remonta przeprowadzają.
Dobrze.
I teraz spotykam tę sąsiadkę na klatce i ona rzecze: Ach, bo my tu takie prace a takie, będzie brudno, będzie pył. JUŻ PRZEPROSIŁAM SPRZĄTACZKĘ.

Bardzo mi zaimponowała. Bardzo. Przeprosiła! Sprzątaczkę.

Wielkoduszna persona musieć, że się tak nad klasą robotniczą empatycznie pochyliła.
W końcu nie od dziś wiadomo, że sprzątaczka jest od sprzątania, tak jak dupa jest od srania, choć niektórzy znajdują dla tej drugiej także inne zastosowania. Tu jednak widać jasno na przykładzie, że sprzątaczkę też można wyruchać.

Czyli wszystko się zgadza.


poniedziałek, 18 maja 2015

wieczorami kładę się śliczny

Mam problemy wychowawcze z Egusiem.

Egusio jest niegrzeczne i fika. Rzuca mięsem i pali papierosy. Spluwa żółcią przez zęby i rozciera czubkiem buta.

Inna rzecz, że wystawiane jest ostatnio na ciężkie próby, nowe sytuacje, czasem hejty i zniewagi. Musi się mierzyć z innymi Egusiami, które są dużo większe i nade wszystko lepsze. Tamte Egusia mają wszystkiego naj i więcej, są dużo fajniejsze i ładniejsze, mają procentowo więcej masy mięśniowej i pochylają się nad moim cherlawym Egusiem z fałszywą tłoską.

Nic tak nie wkurwia mojego Egusia, niż tłoska innych, zadufanych w sobie Eguś.

Najgorzej, że wysłuchując kabotyńskich pieśni o wyższości innych Eguś, moje Egusio, paradoksalnie, zamiast skurczyć się w sobie i zdechnąć - rośnie, nadyma się i skrzeczy, stoi i sapie, dyszy i bucha, a mnie wzrasta ciśnienie w gałce ocznej oraz w całym organizmie. I nie mogę spać.

Toteż stosuję na Egusio kataplazmy z Eckharta. Maść doktora Tolle przekłuwa Egusio, spuszcza z niego zatrute powietrze, sprawia, że żelazny ścisk dupy, którą Egusio siedzi mi na klacie, puszcza, a ja zasypiam lekka i jasna jak zorza zaranna.

Niestety - rano Egusio znowu podnosi rozgorączkowany łeb i zaczyna domagać się krwi.

A mamy rano właśnie...

środa, 29 kwietnia 2015

rózeczką dziateczki duch święty bić każe


Wiosna. Idzie pożyć.

No to po lekcjach idziemy pożyć. Biorę dzieci - jedno swoje, drugie pożyczone (to na szczęście) i udajemy się na ostatnie place zabaw. Ostatnie, bo dzieci się szybko starzeją i w tym wieku to już lekki przypał.

Ale jeszcze dajemy radę.

Najpierw zakupy w sklepie osiedlowym - dla matki bułka z kefirem i jabłko, dla dzieci bomba cukrowa - lody, napoje, czipsy - samo zło, tłuszcze trans, akrylamid, nadwaga, próchnica i endorfiny.

Siadamy - matka na ławeczce, dzieciary na huśtawkach.

I żyjemy sobie - słońce operuje, wiatr lekki zawiewa. Jest dobrze. Spod półprzymkniętych powiek obserwujemy doskonałe popołudnie, budzącą się do życia przyrodę oraz swoisty ekosystem placu.

Oto matka kwoka - dręczy zdalnie dziecko z ławeczki co chwila przywołując je do porządku głośnym okrzykiem:

NADIA!!!

Oto matka malkontentka, wyraża swoją ważką opinię na temat placowych urządzeń następującymi słowy: EWIDENTNIE nie podoba mi się to drewno!

NADIA!!!

Oto dziadek czyścioszek - każe wnuczkowi raz dwa wstać z kolanek, bo pobrudzi spodenki.

NADIA!!!

Oto tatuś nastolatek - bardzo młody, mimo upływu czasu i napływu kilogramów, odziany w przyciasny młodzieżowy outfit - koszulkę, spodnie rurki i pepegi. Milczy, to bardzo fajnie. Rodzi jednak u mnie pytanie - czy jako kobieta w pewnym wieku nie powinnam zacząć nosić się nobliwie? Podomki? Garsonki? Zapaska? A z dodatków co? Chusta na głowę? Kobiałka z jajami? Co w ogóle wolno wdziewać starej babie?

Z odzieżowych dywagacji wyrywa mnie kwoka dziarskim refrenem:

NADIA!!!

Patrzę, co też wyprawia ta koszmarna Nadia. Na moje oko nic. Ale ja jestem złą matką, która nie WYCHOWUJE, tylko siedzi, żre i nie reaguje, gdy dzieci pełne cukru i soli, lepkie, w brudnych spodenkach żyją sobie samopas na ewidentnym drewnie.

Jedno jest pewne: to się kiedyś zemści.
Ale nie uprzedzajmy faktów.



niedziela, 26 kwietnia 2015

lekcja anatomii doktora tulpa


- Buniozylu, dlaczego dręczysz kota?
- Bo jest niegrzeczny, podrapał mnie w nerkę.
- W nerkę? Pokaż.
Buniozyl prezentuje poharatany nadgarstek.
- Synu. To nie NERKA. To jest RENKA.