wtorek, 27 kwietnia 2010

dream on

Co by tu?


Jakoś mi się odechciewa wszystkiego. Telewizji się boję jak wściekłego psa – Jarosław wystartował. Będzie trzeba prewencyjnie zażyć serię bolesnych zastrzyków dookoła pępka.


Zieleń osiąga masę krytyczną, w każdej chwili grozi eksplozją. Lada moment znów będę chciała zostać krową na widok łąk rosochatych, niepoczesanych.

Szafranowa na moje wyznanie, że chciałabym nią być (w sesnie krową) po brzuch zanurzoną w soczystej zeleni, zawyrokowała, że jestem głupia, bo krowy mają przejebane: całe życie są dojone elektrycznie w czterech ścianach a gdy już wyciśnie się z nich ostatnią kroplę mleka, to jadą na stół w sosie własnym, grzbiet ich zdobi tapicerkę mebli rokokoko, z wymion robi się parówki bobaski a z kopyt galaretkę owocową. 

Ale ona jest fundamentalistką (w sensie Szafranowa). Ja natomiast miałam na myśli krowę wolnowybiegową, taką z marzeń. 


Nie wolno?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza