czwartek, 24 lutego 2011

to pewnie jerzy!

Home office.


Siedzę. Perhydrol przekuwa w blond pukle asfaltową dżunglę mej fryzury.
Bo tak brzmi naga prawda o mnie: moje włosy mają kolor naturalnie asfaltowy. Są piękne.
Jeśli do tego dodamy szarawy odcień płci mej zimą, to lubię patrzeć w lustereczko. Słowo.
Zatem siedzę. Czekam na program „Między kuchnią a salonem” bo podobno warto. Na razie leci Klan. Lubię ze względu na przytulne wnętrza. I piękne kobiety, takie trochę chłodne, męskie acz nieowłosione. Głosy niskie, choć same damy rosłe, wysokie. Pełne wdzięku Holz Pauliny.


Chyba jestem zgorzkniałą starą cytryną.


Ale jak tu nie być, gdy pies pożarł kobietę, a Kokoszka Józef marznie nawet pod trzema kołdrami.
Górnik ukrył się przed światem we wnętrzu planety, trochę mu zazdroszczę.


Przejrzałam piczony.
Dzień zaliczony.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza