wtorek, 17 maja 2011

rozterki natury uczuciowej

Ewa mówi, że to chwilowy kryzys, ale ja się martwię.


Że to już koniec, że wszystko między nami wygasło.
Że nie ma już tej iskry, tego ognia, szału uniesień, codziennej ekstazy, mrowienia w członkach, wypieków na licach.
Wzajemnej ciekawości, chęci bycia razem, życia sobą nawzajem, splotu w synergicznym uścisku.


Czy już nie kocham?


Nie no, kocham, kocham. Ale faza endorfinowa dawno już za nami.
Czuję, że zaczyna królować rutyna. Wszystko już o sobie wiemy, znamy się na wylot. Dobrze wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Zaczyna przynudzać. Nie daje mi tego, czego od niego oczekuję. Nie zaspokaja moich wygórowanych pragnień. Przestał mi się podobać. Zdziadział.


Czy go rzucę? Jeszcze nie wiem.


Może to rzeczywiście tylko chwilowy kryzys. Kolejny.


Bo w sumie szkoda byłoby takiego dobrze zapowiadajacego się blogaska, nie?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza