czwartek, 11 lutego 2010

jak uszczypnie, będzie znak

Temat seksmisji nie padł, jak widzę, na podatny grunt.


Cóż, widocznie historia zniewieściałego Karolka z grupy trzylatków nikogo nie bierze.
To spróbujmy może w drugie mańkie – Grażyna Kulczyk z grupy sześćdziesięciolatek: nie śpi, nie je, nie płacze, no chyba, że „do wewnątrz”, cokolwiek to oznacza.


Łeb mam obecnie napakowany mądrościami rodem z Twojego Stylu. Jako, że poprzysięgłam sobie nie kupować onego czasopisma, gdyż mnie wkurza, przyrzeczenie solenne wypełniam. Ale. Nie kupuję, tylko chytrze gromadzę. Pod pozorem kolekcjonowania prasy kolorowej dla nieodżałowanej emigrantki Balladyny naciągam koleżanki i znajome na składowanie u mnie swoich przebrzmiałych roczników.
I stąd urzekające historie pięknych i bogatych zaludniają ostatnio moją jaźń.
Pani Kulczyk, co to się łzom nie kłania.
Pani Dereszowska co to ujrzała Znak w tym, że jej córeczka urodziła sie w dniu rocznicy śmierci jej matki. Że też jej się nie rozwiał skutkiem tego, iż córeczka przyszła na świat drogą planowanego zabiegu cesarskiego cięcia? Tak ma. Czucie i wiara widać więcej mówią do niej.


Też znam Znaki. Były. Są. Koją.
Ale, jako że jestem sceptyczna, to mi sie rozwiewają. To źle. Jak widać da się żyć z nierozwianymi.


Po śmierci Taty wyszłam od niego i wtedy Znak pogłaskał mnie po głowie. Poczułam wielką ulgę. Nie powinnam tylko była spoglądać mędrca okiem co to było,  c z y m  Znak się posłużył, aby dać mi Znak.


Lepiej nie mówić.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza