czwartek, 3 czerwca 2010

król jest nagi!

Kto mi wytłumaczy, dlaczego we wczorajszym programie Jukendęs pani Rusin wystąpiła w przebraniu bułgarskiej gimnastyczki?


Ktoś wie?


Cały program czekałam z zapartym tchem nie tyle na wynik konkursu co na występ Kingi właśnie. Zastanawiałam się, wiercąc sie nerwowo w fotelu, czym to zaskoczy nas, widzów? Szalonym pląsem ze wstążką? Z hulahopem? Z tymi takimi kręglami, co to się nimi żongluje balansując w szpagacie na równoważni? A może połknie trochę ognia?


A tu nic.


Więc o co chodzi? Pokłóciły się z Joaśką? I Horodyńska zadała jej najpaskudniejszą kiecę świata, a do niej, niczym gwóźdź do trumny, naszyjnik z piór sępa?
Dobra, rozumiem dziewczyńskie draki, ale czy nie dało się zaprotestować? Wrzasnąć: Po moim trupie!
Widać nie ma śmiałości dziewczyna. Pewności siebie jej brak.
Proponuję zatem warsztaty z asertywności.


Cwiczenie pierwsze:


Wchodzi Horodyńska z trykotem w jednej dłoni, szyją sępa w drugiej, uśmiecha się wrednie.
Na to Kinga, taksując wzrokiem proponowaną krynolinę rzecze dobitnie:


- Joaśka! No chyba cię chuj boli!


I tak ćwiczymy. Można też do lustra. Pięć powtórzeń, trzy razy dziennie.
Koniecznie!!!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza