środa, 2 czerwca 2010

jak mnie kochasz, to mnie puść

Nie słuchają. Dziś bez zmian, mimo iż sądziłam, że będzie poprawa.


Zrewidowałam jednak pogląd i oto poznałam swoją prawdziwą intencję: po krótce nie chodzi mi o dobro ogółu, lecz zwyczajnie o ilość złamanych na fotelikach paznokci.

I o czas, a czas to pieniądz. 

I to przełożenie widać natychmiast, gdyż dzisiejsza mateczka, weźmy, przywiozła swą uroczą parkę kosztowną toyotą. Sama w dresie, czoło niskie, ale jasne, wypoczęta. W czasie zaoszczędzonym na zapasach z fotelikami w te i wewte, wykona manikjur zaoszczędzonych paznokci. I to ma sens.


A nie ciągła walka ze swoimi podczaszkowymi demonami-wiatrakami rodzącymi samospełniające sie przepowiednie.


Od dzisiaj zatem koniec lęków i depresji. Skupmy się na konkretach.

A wyglądają one tak:


Niebieski Silan z adnotacją nowość ma zapach taniej wody po goleniu wuja Bernholda. Nie polecam.

Jak samochód gwiżdże w prawo, trzeba jechać tylko w lewo.

Deszcz pada. Ciekawe co na to truskawki?

Pani B. szuka przepisu na babeczki odchudzajace. Będziem chude. Na dobry początek jednak nie popadajmy w histerię: kawa i drożdżówa z makiem.

Na zakłedzie trudno jest być szczupłym-wiotkim. (Chyba, że pan prezes). Co rusz jakiś terrorysta podkłada w kuchni bombę kaloryczną: a to serniczek, a to makowczyk, torcik, pączuś, kremóweczka.

A my, w ramach dywersji, podłożymy babeczki odchudzające! Będzie szok!


Oraz „wychowywać dzieci” znaczy „znajdywać je, kiedy sie pochowały. (Znajdować?, Znajdywać? Zjednywać? Nie wyspałam się).

Jest w tym głeboka filozofia, uważam.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza